Złodziej
Adrian Bysiak 8 lutego 2013

zlodziej2

Czyli opowieść o sąsiedzie, który postanowił pomóc mi w remoncie. Historia zapewne nie jest nadzwyczajna i zdarzyła się nie tylko mnie, a wielu osobom na całym świecie. Od kilku miesięcy robię remont, robię go sam, a że nie mam na to zbytnio dużo czasu, a irytuje mnie już mieszkanie w rozsypce, postanowiłem wziąć znajomego do pomocy. Nie jest to jakiś super znajomy, po prostu biedny chłop. Zawsze kiedy było potrzeba, pomagał to u mnie, to u mojej matki. Roboty szły planowo dopóki tenże chłop był pilnowany, jednak kiedy został w domu sam, wtedy wszystko się posypało. Do domu wróciłem o godzinie 18, okazało się, że chęć napicia się alkoholu była u niego tak duża, że wypił kilka moich kolekcjonerskich alkoholi, a tak ładnie wyglądały te małe buteleczki. Co lepsze, miałem kilka butelek alkoholi w kuchni, otworzonych i nie skończonych, szczególnie używanych jako dodatki do drinków, były to drogie alkohole. Siadłem i podliczyłem straty, dniówka tego pana, w samym alkoholu licząc, kosztowała mnie ok 300-350zł. Cóż, mógł powiedzieć, że nie wytrzyma, poprosić o dwie flaszki, czy zaliczkę, jednak wolał narobić sobie problemów. Sprawa jest po prostu przykra, kiedy ktoś musi kraść by móc się napić, kiedy nałóg przejmuje kontrolę nad życiem. Temu panu, oczywiście podziękowałem za współpracę, mając nadzieję, że nic innego z domu nie zniknęło. Być może, kiedyś się ocknie ze swojego alkoholowego amoku, być może umrze jako upity, usikany alkoholik. Ja życzę mu jak najlepiej, a dla was – niech to będzie przestroga, by zwracać uwagę na to kogo wpuszczacie do domu, często jak i w tym przypadku, osoba, która mieszka kilka domów dalej, może okazać się po prostu złodziejem.

  • Faktycznie przykra sprawa.
    Moja dziewczyna miała taką sytuację, że właśnie sąsiad wszedł bez pukania do domu, stanął w kuchni i chciał pieniądze na piwo. W domu tylko 2 kobiety, przekichana sprawa, bo nie wiadomo co takiemu do głowy strzeli. Skończyło się na strachu, dały mu 10 zł i sobie poszedł. Ale żeby kogoś nachodzić w jego własnym domu to jest szczyt ;/

  • Ciesz się, że nie ukradł ci nic więcej. Niestety pan zamiast zarobić to straci przez swój nałóg i głupotę.

  • No to powiem Ci, że zdumiewająca akcja. Sam nie wiem jakbym sie zachował w takiej sytuacji. Zazwyczaj jak mamy jakiś robotników w domu jest ktoś kto ich pilnuje. Tutaj się nie dziwie, że go zostawiłeś, bo przecież to był „znajomy”. Czasami pozory mogą mylić. Swoją drogą alkoholizm to straszna choroba.

  • Na temat pijącego sąsiada mógłbym napisać encyklopedię. Stary recydywista z tatuażami, które bardziej upodabniają go do Panoramy Racławickiej niż do człowieka. Człowiek, którego sporo ludzi się boi. Mieszka „za płotem”. Wiele lat było źle, uspokoił się dopiero po tym, jak zrobiłem mu sprawę sądowa. Teraz „się akceptujemy”. Pewnego razu Zdzicha (idealne imię) zaczęło suszyć. Szukał kasy. Tak samo jak tym kobietom wpadł do domu. Wieczór, ciemno. Niby nic – poradziłbym sobie, ale … zawsze jest to ale. Postanowiłem wyprosić go „inteligentnie” Mówię mu – Zdzichu – ja TEŻ nie mam kasy. jest gorąco, gdybym miał kasę, myślisz, że nie wypiłbym piwa? Albo dwóch? Pewnie, że tak. Rozumiem cię Zrozumiał. Po swojemu. Usłyszałem – ni mosz kasy? Chcesz browara? To ja ci zorganizuje. W 10 minut skołował kase, browara i stał pod brama krzycząc – napijemy się razem ? 🙂 Oczywiście nie ze mną te numery, ale teraz uważam, co mówię 🙂