To sterylnie czy zdrowo ?
Adrian Bysiak 19 kwietnia 2015

Hand in Mud

Każdy z nas ze swojego dzieciństwa wyniósł najwięcej nauki. W końcu to w okresie młodości poznawaliśmy ten przepiękny świat. To okres młodości za każdym rogiem miał dla nas jakąś ciekawostkę. Poznawaliśmy smaki i zapachy – wszystkiego, poznawaliśmy również konsystencję tego co do paszczy się wkładało. Czasami smakowało, czasami nie. Czasami było jadalne, czasami nie. Dziś jestem żywym człowiekiem, mimo że nie byłem sterylnie chowany i do paszczy wkładałem różne rzeczy (tych o których myślą zboki – nie). Rodzice jakoś mnie wychowywali, jednak czy to wychowanie sprawiało że jestem bardziej doświadczony, czy może cofało mnie w rozwoju. Pozwolę, że to Wy ocenicie.

Inspiracje matki

No mama jak to mama. Dba o dziecko nieco bardziej niż ojciec. To właśnie mama próbuje uchronić małego brzdąca przed różnymi zjawiskami które w ocenie matki będą dziecko atakować. A więc matka inspirowała mnie wieloma rzeczami, a to że byłem nieposłuszny to zupełnie inna kwestia. Dziś pytanie czy wdzięczny powinienem być sobie, że słuchać nie chciałem, czy może matce że próbowała mnie chronić co działało zupełnie odwrotnie ? Czasami więc matka inspirowała mnie mówiąc – nie jedz tego jogurtu, jest już przeterminowany, a ja jadłem bo jogurty lubiłem, ba nawet sraczki nie miałem. A po latach człowiek doszedł do wniosków, że przecież technologia nie jest taka, że jak jogurt jest do 18.04 to znaczy, że 19 jest niedobry. Nie da się tego wyliczyć i zapewne do dziś bym wyrzucał jogurty dwa dni po terminie gdyby nie matczyne inspiracje. To jednak nie wszystko, były też ciekawsze jak chociażby historia z oranżadą, którą w mojej młodości popijał każdy gdyż była zimna, mokra i tania. Mama mówiła nie pij na czczo oranżady bo zwymiotujesz, nie wierzyłem – dopóki nie zwymiotowałem. Popijanie ledwie dojrzałych czereśni mlekiem i długie godziny spędzone w toalecie. Taaaak ! Dziękuję Ci mamo !

Inspiracje ojca

Ojciec wiedział doskonale, że młody nie jest z cukru i wody. Dlatego też nie chciał chronić dziecka tak bardzo jak matka. Czasami pozwolił bym się sparzył wyznając zasadę że jak się człowiek sparzy to się nauczy. Właśnie w taki sposób poznałem zasadę działania zapalniczki samochodowej, woda w baniaku stojącym przed domem mimo upału na dworze wydawała się naprawdę bardzo lodowata, kiedy to zanurzyłem oparzony palec. Tak, już wiem że rozgrzanej końcówki zapalniczki nie dotyka się ani palcami, ani innymi częściami ciała. Ale tak ładnie się świeciła ! Ojciec pokazywał różne rzeczy, nawet i obsługi młotka uczył, nic nie mówił że można sobie tak przypierdolić, że aż się człowiekowi zachce siusiu. Dziś wiem jakie są konsekwencje kiedy to młotkiem się w gwoździa nie trafi.

Rodzice – ogień i woda

Jedno tworzyło bariery przez które młody człowiek miał nie przechodzić. Drugie zakładało spadachron by duża krzywda się nie stała, małe krzywdy były jednak lekcjami. Taka różnica między rodzicami. Matka wołała umyj ręce przed jedzeniem, ojciec mówił „daj mu spokój”. Być może wasi rodzice podobnie podchodzili do tematu. Dziś nie sposób sobie przypomnieć wszystkich akcji które się wydarzyły w młodości, jednak większość przebiegała właśnie w takim podziale. Były też sytuacje w których ja sam musiałem eksperymentować, gdyż nie miałem żadnej wiedzy od rodziców, a jedynie od nauczycieli, ale o nich za chwilę.

 

Nauczyciele

Ci przedstawiciele chcieli przekazać jak najwięcej. Więc uczyli zawzięcie różnych rzeczy, i tak na przykład jedna z lekcji historii na długo zapadła mi w pamięci. W końcu na historii dowiedziałem się czym jest bomba i że może wybuchnąć. Nauczyciel jednak nie wspomniał o tym, aby nie przynosić tego typu zabawek do domu, kiedy więc taką znalazłem i przyniosłem byłem bardzo zdziwiony że wszyscy – włącznie z sąsiadami uciekli kiedy wspólnie z kumplem próbowaliśmy ją uruchomić (niestety niewypał nie był dla nas bardzo satysfakcjonujący). To samo z nauczycielem od wychowania fizycznego, który całe życie uważał iż WF to zabawa, czym więc są piłki które są dostępne na szkolnej sali gimnastycznej, ano zabawkami. Zmieniłem zdanie że to zabawki, gdy grę w zbijaka rozpoczęliśmy piłkami lekarskimi (tak to te co ważą po 3-5kg). Lekcje chemii również dawały do myślenia, w końcu kto z nas masowo nie kupował proszków do pieczenia by robić te mini bomby z kinder niespodzianki. Biologia również inspirowała, choć mnie do końca nie kręciła, jednak byli znajomy masowo operujący żaby czy inne stworzonka biegające po łące.

To i tak bez znaczenia

Gdyż w tych młodych latach przeżyłem wiele, prawdopodobnie jak większość osób z mojego rocznika. Czasami było groźnie, czasami było śmiesznie, czasami i tak i tak. W tamtych czasach rodzice nie bali się zostawić pięciolatka bez opieki, nie bali się bo pięciolatek choć trochę myślał. W tamtych czasach mogłem sobie pozwolić na to by wkładać do ust to co mi się podoba, a podłoga w domu była czysta – kiedy mnie w nim nie było. A kiedy ją zabrudziłem nie słyszałem „zostaw to”, czy „nie wkładaj tych klocków do ust. Jako dziecko nie chorowałem, dziś jako stary koń też nie choruję. Nigdy nie żyłem sterylnie a według tego co jest napisane w wielu poradnikach dla młodych mam powinienem już dawno zachorować na sepsę, czy inne ustrojstwo.

Wyłącz TV i żryj brudnymi łapami

W czasach mojego dzieciństwa w telewizji leciały reklamy, jednak nie było ich tyle co dziś. Reklamy były różne, ale nie przypominam sobie tak ogromnej ilości reklam leków. Ba, mało tego w sklepach spożywczych, na stacjach benzynowych itd nie sprzedawano leków. Dziś leki są wszędzie, a skoro są znaczy że świetnie się sprzedają. Gdyby leki miały służyć chorym, to na stacji benzynowej ekspozycja z lekami nie zajmowała by tyle ile zajmuje, człowiek nie miałby wyboru takiego jak ma. Przedsiębiorcy eliminują to co się nie sprzedaje, by w takie miejsce wrzucić towar na którym się zarabia. A skoro leków wszędzie jest coraz więcej to zadaję tu pytanie – kiedy na każdym rogu będą automaty sprzedające apap ?

Patrząc w przeszłość znam kilka osób które były chorowite. Właśnie takie osoby były trzymane pod osłoną. Były myte tak często, że dziś powinny chodzić bez skóry. Dziś kiedy spotykam te osoby zawsze wałkujemy jeden temat, jaki ? Chyba nikogo nie zdziwi kiedy napiszę, że ludzie spod ochronki wiecznie chorują, zostali znakomicie wychowani.

A większość z nas nie chorowała i nie choruje. Wychowani w syfie, czasami można powiedzieć nie wychowani. Żyjemy całkiem nieźle, kiedy upuścimy kanapkę na podłogę – zwyczajnie ją zbieramy, kiedy mucha wpadnie nam do kawy – wyłowimy i pijemy dalej. Nie dbamy o terminy na opakowaniach w lodówce – mamy do tego nos i oczy by ocenić czy wędlina nie ma drugiego życia. Jest jedno ale, nie stosujemy całej masy leków, które masowo wtłaczane są do TV wraz z innymi produktami gwarantującymi nieskazitelną sterylność w naszych domach. Nasze psy nie zawsze jedzą telewizyjną karmę, po której robią smakowite kupki, a mimo tego nadal mają sierść którą chce się głaskać.

Tak więc warto czasami poznać organizm człowieka. Wtedy zrozumiemy, że bakterie w małej ilości są niezwykle potrzebne. Wprowadzając do organizmu bakterie przed którymi się chronimy po praniu mózgu zafundowanym przez telewizję i kolorowe czasopisma, już po kilku miesiącach normalnego myślenia zauważymy, że co, że czujemy się lepiej i to bez leków. Ale co ja tam wiem, po co się męczyć, w końcu lepiej łykać wszystkie te środki na wzdęcia, bóle i inne dolegliwości – taka nowa moda.


Do stworzenia tego wpisu zainspirował mnie artykuł który znajdziecie w tym miejscu. Zapraszam do dyskusji, a przede wszystkim wyjawienia mi waszych doświadczeń z bakteriami, terminami oraz przereklamowanymi lekami. Na zdrowie !

  • Miałem szczęście dorastać w dusznych latach 60. Toalety stały w kącie pod płotem, bieżącej wody nie było, ale brudem i syfem nie zarosłem. Skora nie ma wyprysków, syf mnie nie zżera. Odkąd wybuchła wolność w 1989 roku, pojawiły się proszki dające biel bielsza od bieli, pojawiły się alergie i setki innych schorzeń, których nie było w topornych czasach komuny. Młode pokolenie jest zainfekowane cywilizacją. To prowadzi do zdrowotnej katastrofy.

    • Gdybym miał to skrócić do jednego zdania brzmiało ono by tak: Młode pokolenie jest tak czyste, że aż brudne.

    • A i jeszcze sobie przypomniałem jak to było z piwem. Wchodziło się do pijalni – nie było mycia kufli, jeden kończył pić, barman zanurzał kufel w czymś ala „wanna” wyciągał i nalewał piwo kolejnemu. Nikt nie bał się, że zarazi się od innego, ba – nie zarażał się.

  • Co tu dużo mówić, jak się nie ma kontaktu z zarazkami to niby skąd organizm ma się nauczyć, jak się przed nimi bronić? Aż mi się przypomniały te wszystkie genialne pomysły, jak rozpalanie ogniska przy drewnianej stodole krytej strzechą czy zabawa w jeżdżenie dookoła huśtawki na rowerze i kto został kopnięty przez osobę huśtającą się spadał z roweru i następowała zamiana miejsc 😀 Jeśli będę kiedyś miała dzieci to chciałabym, żeby miały właśnie takie dzieciństwo, a nie to sterylne.

    • No myślę, że nasze dzieci raczej nie będą miały szansy doczekania podobnych czasów. Dziś w modzie są komputery, a nie kapsle czy zabawa resorakami w piaskownicy. Dziś dzieci są sterylne i nawet w wieku czasami 12 lat na tyle niesamodzielne, że trzeba je zostawiać pod opieką kogoś.

  • Dzieci,które teraz przed wszystkim się chroni mają jedno. Mnóstwo alergii, bo kotek beee a piesek jeszcze brzydszy i od razu katarki i inne uczulenia. Ja jakoś potrafiłam w dzieciństwie pójść bawić się w piaskownicy i nakarmić się piaskiem i zyje. Ba nawet mam się całkiem dobrze i nie choruje. A kto wie co tam było prócz piasku. Jak sobie pomyślę teraz to. Ale wtedy mi to nie przeszkadzało. Jak to świetnie i trafnie napisałeś odkrywałam. A jak najlepiej odkrywać? Osobiście! 🙂

    • Oczywiście, można wiele słuchać, bo można. Można wiele czytać, bo też można. Jednak człowiek obcując z naturą – poznaje ją, poznaje siebie, a przy tym wszystkim czerpie z tego naprawdę wiele radości. Jak próbuję sobie wyobrazić siebie dziś tyle że o te dwadzieścia parę lat młodszego, dochodzę do wniosku, że na 100% byłbym odmieńcem.

  • Moje doświadczenia są takie, że od kiedy wyjechałem na studia miałem anginę dwa czy trzy razy. Za każdym razem ją zignorowałem i za każdym razem przechodziła po kilku dniach. Czary?:)

    • Jest takie powiedzenie wśród lekarzy, że katar leczony trwa siedem dni, a katar nie leczony trwa tydzień.

  • Ja ze swojego dzieciństwa pamiętam „gotowanie” zupy z błota i trawy.
    Potem było harcerstwo i obozy i nasze wtedy ulubione powiedzenie, dotyczące jedzenia, które spadło na ziemię: „Pięć minut nie leżało”. A potem jeździłam na obozy jako kadra i wielokrotnie musiałam się spierać z rodzicami dzieciaków o to, w jakich warunkach odbywa się obóz (że namiot przemaka, że dzieci muszą za dużo chodzić). Ale jest też mnóstwo mądrych rodziców, którzy dają dzieciom uczyć się na błędach i smakować życia.
    Fajnie opisałeś role swoich rodziców. To tak jest, że matka jest bardziej od chronienia a ojciec od pokazywania życia. Dzięki temu jest równowaga 🙂

    • No niestety równowaga jest między rodzicami. Bo jeżeli dołożymy każdy inny poziom wychowywania dzieci, to równowaga jest coraz bardziej zaburzona. Być może kiedyś się to zmieni. Odnośnie nadopiekuńczych rodziców ciężko mi się tu wypowiadać, bo wiem jacy być mogą, niestety wiem też jakie dzieci z tego wyrastają – sam bym nie chciał takiego.

    • A jeszcze jedno ! Skoro pracowałaś z rodzicami, zapewne doskonale wiesz że wśród rodziców potrafi królować zdanie:

      Proszę Panią, ja doskonale wiem co jest najlepsze dla mojego dziecka.

      Amen.

      • O tak, to zdanie jest moje ulubione! 🙂
        Choć ostatnio coraz częściej spotykam się ze zdaniem „Moje dziecko wie najlepiej, co jest dla niego dobre”. To dość zdrowe podejście, ale w zależności od wieku dziecka i sytuacji. Czasem jednak lepiej, żeby rodzic wiedział, co jest dla dziecka dobre.

        • No jak dla mnie jest to totalną ignorancją. W ten sposób Ci ludzie nie nauczą się niczego, skoro sami wiedzą najlepiej.

  • Przypomniałeś mi, jak za młodziaka wchodziłam na drzewo (niby zatrute) i szukałam jabłka z czerwonym znakiem, by dostać czerwonki. Tak się nażarłam, że rodzicie chcieli pogotowie wzywać a nic mi nie było:) Dzisiaj zjem dwa sztuczne jabłka, rodem z woskowni i zaczyna się bonanza…:)

    • No jeszcze należy dodać, że jak przypomnisz sobie smak tych jabłek które zrywałaś dawno temu z drzewa to aż chciało się wyczyścić całe drzewo. A dziś mamy piękne jabłka, które wyglądem stylizowane są na gwiazdy show biznesu.

      Jak dla mnie – poza wyglądem to nie jabłko. Smakuje jakoś kiepsko, do tego po zjedzeniu nie odczuwasz potrzeby zjedzenia kolejnego. Życie schodzi na psy jednym słowem 😉